poniedziałek, 5 marca 2012

Raymond Peyret "Życie Marty Robin"




Szczęście mi dopisało, ponieważ jako osoba z niezaprzątniętym religią umysłem, podchodzę do takich tematów spokojnie. Również i tym razem udało mi się, bez zbędnego wpierania sobie słuszności lub niesłuszności opisanych wydarzeń, przebrnąć przez tę pozycję. Osobiście nie lubię tego tematu, jest dla mnie drażniący. A to za sprawą poglądów, którymi się kieruję, i które niekoniecznie odpowiadają pozostałym. A może tym razem będzie inaczej…

Kim jest tytułowa Marta Robin, której poświęcono ponad sto stron maszynopisu? Kobieta urodziła się na początku lat dziewięćdziesiątych, została wychowana w rodzinie Chrześcijańskiej. Od najmłodszych lat kochała Boga, a w wieku ponad dwudziestu lat oddała mu się całkowicie.
Najpierw swoje nogi, później ręce. Nie mogła chodzić, jeść, pić. Karmiono ją jedynie Eucharystią przez kolejne pięć dekad. Przez te lata była odwiedzana przez dzieci, znanych polityków, naukowców. Rozmawiała z nimi, pomagała radą, wymianą zdań. Osoby, które opuszczały jej pokój na Równinie, twierdziły, że po spotkaniu z Martą Robin stały się spokojniejsze, jakby wszystkie trapiące ich problemy umknęły w przestworza. Kobieta spędziła całe życie na łóżku, leżąc. Jednakże, cokolwiek sobie nie pomyślicie, to był jej wybór. „Zawierzyła swoje życie Jezusowi.”

Książka Raymonda Peyret’a nie wywarła na mnie większego wrażenia, ponieważ nie przywiązuję wagi do religii. Jednak zaintrygował mnie spokój, z jakim Marta przyjmowała cierpienie na nią zsyłane. To było na swój sposób piękne, chociaż szczerze przyznam, że drzemie we mnie nutka niedowierzania, jak zawsze. Nie zamierzam jednak oceniać tej pozycji na podstawie moich wrażeń, tylko jej „przydatności”.

Książka jest naprawdę krótka; ponad sto stronnic, w małym formacie z większą czcionką mówi sam za siebie. Autor pisząc ją chciał dotrzeć do większej grupy odbiorców, a co w tym bardziej pomoże, jak nie tekst lapidarny? Jesteśmy leniwi, a osoby niezainteresowane nie przyciągnie księga na kilka tomów po tysiąc stron każda. Dlatego autor w pewien sposób się spisał. Napisałam w „pewien”, ponieważ pomimo, że teraz jestem dotknięta tą historią, to zapewniam, że jutro czy pojutrze nie będę o niej pamiętać. Sądzę jednak, że jest to zależne od moich poglądów, i niekoniecznie musi być tak w każdym przypadku.

Ocena wydaje mi się za wysoka, jeżeli mam brać pod uwagę moje podejście do wiary. Jednak uwzględniając podejście innych i zagorzałość religijną jest wystarczająca.

„Życie Marty Robin” polecam  przede wszystkim osobom zainteresowanym tematyką, ponieważ dla reszty może okazać się stratą czasu. 




Egzemplarz otrzymałam dzięki uprzejmości serwisu Sztukater oraz wydawnictwu Promic, które je udostępniło. :)


Autor: Raymond Peyret
Tytuł: Życie Marty Robin 
Wydawca: Wydawnictwo Promic
Rok wydania: 2012 r.
Okładka: miękka
Ilość stron: 116
Cena: 12 zł

4 komentarze:

  1. Po Twoich uwagach odnośnie religii wnioskuję, że mój odbiór książki byłby identyczny. I nie, nie mam zamiaru po nią sięgać, ale recenzja ładna to i komentuję. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zbyt dużo w moim życiu się wydarzyło, bym mogła spokojnie czytać na temat religii i osób z nią ściśle powiązanych, dlatego tym razem jednak podziękuje za tę ksiązkę. Nie czuje się na siłach poznawać głębokiej wiary Marty Robin.

    OdpowiedzUsuń
  3. @Viginti Tres: Czasami cieszę się, że nie jestem jedyna, która kieruje się takimi przekonaniami. No i dziękuję za komplement. :)

    @cyrysia: Nikt nikogo nie zmusza. :) Gdybym nie miała tej powinności, na pewno nie tknęłabym tej pozycji.

    OdpowiedzUsuń
  4. Słyszałam o tej kobiecie, Ja akurat jestem osobą wierzącą, ale po książkę chyba i tak nie sięgnę :) Nie przepadam za biografiami świętych, które zwykle są słabo napisane. A 4/6 mnie nie przekonuje :)

    OdpowiedzUsuń

Mile widziany jest każdy komentarz. Doceniam, że moje posty spodobały się Wam na tyle, aby skomentować. Jedyną prośbę, jaką do Was kieruję jest zachowanie kultury. :)
Staram się wchodzić na blogi osób komentujących i jeżeli ten mnie zaciekawi dodaję do obserwowanych. Dlatego jeżeli chcecie upomnieć się o rewanż z mojej strony, nie róbcie tego. Sama zdecyduję, czy skomentować bądź obserwować. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...