piątek, 11 listopada 2011

Keri Arthur "Całując grzech"





Jestem rodzajem czytelnika, który nie pała zbytnią chęcią do czytania i pisania kontynuacji. Uważam to za próbę przedłużania książki na siłę. Jak się często okazuję - jestem hipokrytką.


Keri Arthur jest niesamowita. Uważam, że ta autorka i jej dzieła muszą znaleźć się na liście „konicznie do-przeczytania”. Tak jak John Marsden, również tutaj chylę czoło, ponieważ Pani Arthur jest kolejną Australijką, która porwała moje serce.


W tej części już na samym wstępie pojawia się masa niewiadomych. Mianowicie Riley,  wyjątkowa dhampirka, zostaje porwana i przetrzymywana w pewnym laboratorium. Lecz na wyjaśnienia musiałam czekać naprawdę długo. Dziewczyna budzi się naga obok rozszarpanego ciała nieczłowieka. Co tutaj robi i jak udało jej się uciec? Nie tak szybko odnajduje odpowiedzi na te pytania. Uciekając ratuje koniokształtnego Kade’a, który również był wykorzystywany dla celów badań nad krzyżowaniem gatunków. Jakby tego było mało, do gry powraca Quinn, stary wampir, który nie raz wywrócił do góry nogami życie Riley. Czy pozwoli, aby zrobił to ponownie?

Riley nareszcie ma możliwość, aby jej najskrytsze marzenie spełniło się. Tudzież potrzeba posiadania dziecka. Niestety jej decyzja musi być podjęta szybko, ponieważ najmniejsza zwłoka może kosztować dhampirkę własne życie. Misha, jeden z jej byłych kochanków, chce to wykorzystać, lecz co byście nie myśleli na jego temat, zwracam mu pełen honor. Te wszystkie oszczerstwa, które kierowałam pod jego adresem, były po prostu bezcelowe. A Kellen? Wilkołak alfa, z którym spotkaliśmy się w pierwszej części. Czy otrzyma należną mu część w życiu Riley?

Moja głowa po prostu paruje. Siedzę i patrzę się w ekran, tak naprawdę nie wiedząc, co mam napisać. Może spróbuję w ten sposób: NIESAMOWITE! Znowu jestem pod wrażeniem. Znowu nie mam najmniejszego pojęcia, gdzie podział się u mnie podobny talent. I właśnie te dwa uczucia: zazdrości i uwielbienia kotłują się właśnie w mojej głowie.
Styl autorki jest cudowny. Jej wyczucie, takt, smak. To w jaki sposób ukształtowała osobowości postaci. Jak manipulowała mną, podczas zagłębiania się w lekturę, dosłownego pożerania jej. W tej części zmusiła mnie również do płaczu, czego nie dokonała we „Wschodzącym księżycu”. Płakałam jak bóbr, gdy Misha… A jednak nie, nie mogę. Zepsułabym ten moment.

Ponownie i z czystym sercem polecam tę książkę. Może nie zawarłam w recenzji tego, co tak naprawdę czuję (jest to naturalnie niemożliwe), jednakże wierzcie mi na słowo – nieprzeczytanie tej lektury byłoby karygodne. 

Książkę zrecenzowałam dla Instytutu Wydawniczego Erica.

Autorka: Keri Arhtur
Tytuł:   Całując grzech
Wydawca: Instytut Wydawniczy  Erica
Data wydania: 2011 r.
Ilość stron: 429
Okładka: miękka ze skrzydełkami
Cena: 32 zł

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Mile widziany jest każdy komentarz. Doceniam, że moje posty spodobały się Wam na tyle, aby skomentować. Jedyną prośbę, jaką do Was kieruję jest zachowanie kultury. :)
Staram się wchodzić na blogi osób komentujących i jeżeli ten mnie zaciekawi dodaję do obserwowanych. Dlatego jeżeli chcecie upomnieć się o rewanż z mojej strony, nie róbcie tego. Sama zdecyduję, czy skomentować bądź obserwować. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...