niedziela, 30 października 2011

Keri Arthur "Wschodzący księżyc"



We współczesnej literaturze jesteśmy w stanie znaleźć dziesiątki, jeżeli nie setki, książek, poświęconych wilkołakom, wampirom, wróżkom, elfom, aniołom… Jednakże nie zawsze możemy trafić na coś godnego uwagi. Wierzcie mi, mam już po końcówki włosów tych napakowanych miłością, przeznaczeniem i płaczem fantastycznych opowiastek. Moje wymagania są obecnie okazałych rozmiarów, dlatego nie każda powieść jest w stanie mnie zaciekawić i porwać.

Zapewne już domyśleliście się, iż „Wschodzący księżyc”, australijskiej autorki, Keri Arthur, jest wyjątkiem. Pełna namiętności, pożądania i tajemniczości książka jest tym, co tygrysy lubią najbardziej, a w tym przypadku ja. To było coś innego. Nie mogłam się doczekać, gdy znajdę podobną historię, w której pisarz ukazuje to, o czym tak naprawdę się nie pisze. A tutaj zostało to opisane tak naturalnie i przyjemnie, bez zbędnej perwersji, czy możliwego zgorszenia. Ogromny plus.


Riley jest wilkołakiem, ale nie takim pospolitym. Jest rzadką krzyżówką wampira oraz wilkołaka, pospolicie nazywana dhampirem. Jednakże jej usposobienie jest bardziej wilkołacze, niźli wampirze. W przeciwieństwie do jej brata bliźniaka, którego predyspozycje są całkowicie odmienne, od możliwości jego siostry. Oboje zostali wykluczeni ze swojej sfory, w dniu osiągnięcia pełnoletniości, właśnie ze względu na ich krew. Osiedlili się w Melbourne i jako każdy, posiadający wilkołaczą lub wampirzą krew pracują dla Departamentu, pilnującego porządku i poszanowania dla praw każdej rasy. Również ludzkiej, która jest przeciwna istnieniu wyżej wymienionych.

Tak naprawdę nic się nie dzieje, dopóki brat Riley, Rhoan zaginął w trakcie misji. Kobieta zaczyna poszukiwania, które z początku komplikuje pewien tajemniczy i… nagi wampir. Problemem Riley jest również gorączka, która dotyka ją przy każdej pełni, a dokładniej tydzień przed. Dhampirka musi znaleźć brata, poradzić sobie z niespodziewanym gościem oraz dać upust swojemu pożądaniu, który ze strojoną siła płynie w jej żyłach, spalając ją od środka.

Pierwszym aspektem, dzięki któremu stałam się niezaprzeczalną miłośniczką tej serii, jest, jak już wcześniej wspomniałam, duża ilość namiętności i tajemniczości. Większość z Was podzieli moje zdanie na temat dennego rodzaju fantastyki, bardzo powszechnej w tych czasach. Muszę zaznaczyć, że nie jest to książka dla nastolatków, mam tutaj na myśli okres gimnazjum i niżej. Może i porwie Was okładka i opis, aczkolwiek jeżeli chodzi o wiek, to z pewnością powieść dla bardziej dojrzalszych osób. Chociażby ze względu na pikantne opisy. Postacie były niemalże namacalne; bardzo realistyczne. Riley to bezczelna i mimo wszystko odważna dziewczyna, która brzydzi się morderstwem. Jest bardzo pożądana u płci przeciwnej, ale nigdy nie robi nic wbrew własnym zasadom. Oczywiście, dopóki nie chodzi o życie jej najbliższych, bo dla nich jest w stanie zrobić dosłownie wszystko. Bardzo spodobały mi się opisy otoczenia. Byłam w stanie jeszcze bardziej zagłębić się w książkę, mając przed oczami idealny opis otaczającego świata.

Nie wiem, jak inaczej mogę wyrazić mój zachwyt tą książką, oprócz wysokiej punktacji. Przyznam, że natłok niektórych faktów mieszał mi się nieco, aczkolwiek książka nadrabia całością.

Serdecznie polecam.

Książkę zrecenzowałam dla Instytutu Wydawniczego Erica. 

Tytuł: Wschodzący księżyc
Autor: Keri Arthur
Tytuł oryginalny: Full moon rising
Wydawca: Instytut Wydawniczy Erica
Data wydania: 2011 r.
Liczba stron: 439
Okładka: miękka

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Mile widziany jest każdy komentarz. Doceniam, że moje posty spodobały się Wam na tyle, aby skomentować. Jedyną prośbę, jaką do Was kieruję jest zachowanie kultury. :)
Staram się wchodzić na blogi osób komentujących i jeżeli ten mnie zaciekawi dodaję do obserwowanych. Dlatego jeżeli chcecie upomnieć się o rewanż z mojej strony, nie róbcie tego. Sama zdecyduję, czy skomentować bądź obserwować. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...