środa, 10 sierpnia 2011

Tove Ditlevsen "Twarze"



Każdego dnia przyoblekamy nową twarz. Posiadamy ich kilka w swoim zanadrzu. Jesteśmy jak kameleony, zwierzęta, które potrafią przystosować się do każdej sytuacji, ukrywając swoje prawdziwe uczucia i intencje. Ale później coraz trudniej jest nam rozwikłać, kim tak naprawdę jesteśmy. Gubimy się w tym, plączemy, chcąc odnaleźć nasze prawdziwe Ja. Zastanawiamy się, kim tak naprawdę jesteśmy i czy nasi bliscy również są tymi, za kogo ich bierzemy.

Najtrudniej jest walczyć z kimś, kogo nie widzimy, a nawet z początku nie mamy o nim najmniejszego pojęcia. Lise to z pozoru spełniona kobieta. Czterdziestoletnia pisarka powieści dla dzieci, odnosząca sukces w swojej pasji, mimo że od dwóch lat nie tknęła pióra. Ma trójkę wspaniałych dzieci i męża z już drugiego małżeństwa, który, również z pozoru, wspiera ją w jej sukcesach. Ale jak już mówiłam, jej życie z pozoru jest kolorowe. Kobieta przechodzi trudny okres w swoim życiu. Jej małżonek, Gert, dla zemsty zdradza ją z ich gosposią, która również „po cichu” poducza jej syna, Mogensa w aspektach łóżkowych. W jej egzystencji nie ma zabaw i szczęścia. Powoli zaczyna zauważać prawdziwe oblicza swoich bliskich. Dowiaduje się o planach jej samobójczej śmierci, o konspiracyjnych spiskach Gerta, jego kochanki, a nawet jej dzieci. Chcą jej końca, który da im upragniony spokój, wynosząc się z ich życia raz na zawsze. Lecz gdy to wszystko staje się zwyczajną ułudą jej wyobraźni, nie wie już w co wierzyć.

Autorka posłużyła się obfitym słownictwem, stosując wiele epitetów i porównań, czym wzbogaciła opisy, które według mnie są cudeńkiem pośród obecnej twórczości. Nie skąpiła w rozterkach i przemyśleniach bohaterki, niezwykle realnie ukazując w jakim stanie emocjonalnym się znajduje. Czasami czytanie zaczynało mnie męczyć, aczkolwiek ciekawość pchała do dalszego kontynuowania.

„Twarze” Tove Ditlevsen to piękna powieść, opisująca losy kobiety zmagającej się z chorobą psychiczną aż do samego końca. Jest to lektura odważna, po której przeczytaniu jesteśmy w stanie posiedzieć chwilę w ciszy, zastanawiając się nad własnym jestestwem. Pokazuje, że potrzebna jest ogromna siła woli i pragnienie życia, aby wygrać. Przetrwać i pozostać na powierzchni. Przyznaję, jest to pozycja niezwykle trudna, aczkolwiek wartościowa. Zasługuje to dzięki  swojej twórczyni. Jej doświadczenia i piętno z dzieciństwa pomogły w stworzeniu tejże książki. Była to jej podpora, fundament.

Nie polecam lektury Tove Ditlevsen osobom, które chcą jedynie zapchać sobie „grafik” i przeczytać książkę, tylko by to zrobić. Musicie nastawić się na całkowitą zmianę swojego spojrzenia na osoby, takie jak Lise. Osoby niczemu winne, które nie mają pojęcia o swojej chorobie. Nie bójcie się tego, bo naprawdę warto.



Egzemplarz otrzymałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Kojro. ;)


Autor: Tove Ditlevsen
Tytuł: Twarze
Tytuł oryginalny: Ansigterne
Tłumaczenie: Elżbieta Frątczak-Nowotny
Wydawca: Wydawnictwo Kojro
Data wydania: 2007
Ilość stron: 136
Okładka: miękka
Cena:  23 zł

2 komentarze:

  1. Zachęcająca recenzja, lubię książki, które dają do myślenia... ta wydaje się być jedną z nich.

    OdpowiedzUsuń
  2. Chyba za poważna książka dla mnie na wakacje.
    Ale o wydawnictwie Kojro słyszałem i zastanawiam się, czy nie zaoferować im współpracy...

    OdpowiedzUsuń

Mile widziany jest każdy komentarz. Doceniam, że moje posty spodobały się Wam na tyle, aby skomentować. Jedyną prośbę, jaką do Was kieruję jest zachowanie kultury. :)
Staram się wchodzić na blogi osób komentujących i jeżeli ten mnie zaciekawi dodaję do obserwowanych. Dlatego jeżeli chcecie upomnieć się o rewanż z mojej strony, nie róbcie tego. Sama zdecyduję, czy skomentować bądź obserwować. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...